15-9-2008
W hotelu prym wiedzie wlascicielka, starsza pani mówiaca tylko w jezyku niemieckim, potrafiaca czlowiekowi zepsuc nawet najlepsze wakacje i doprowadzic do kresu wytrzymalosci psychicznej. Falszywe oskarzenia, szykany, szpiegowanie, krzyki sa na porzadku dziennym. Ciagle pretensje niemal o wszystko np. glosnie zamykanie drzwi w nocy (drzwi sa na zatrzask), rozmowy na balkonie w grupie wiekszej niz 4 osób, "wyklady" w jezyku niemieckim na temat jakie kto popelnil wykroczenie w hotelu, traktowanie doroslych ludzi jak kolonistów, po prostu kpina!!Oczywiscie po takich akcjach pseudosniadania (codziennie to samo:2bulki,dzem,2 plasterki sera i wedliny) odbywaly sie w takiej atomosferze, iz mozna sie bylo nabawic wrzodów zoladka. Spotkania z wlascicielka trudno uniknac i kazdego dnia trzeba czlowiek zamiast myslec o wypoczynku zastanawia sie do czego znowu przyczepi sie starsza pani. Jedyny plus hotelu to czystosc pokoi.